Błędy, które popełniają rodzice przewożąc dziecko w foteliku.

Błędy, które popełniają rodzice przewożąc dziecko w foteliku.


 

Wybór dobrego fotelika samochodowego dla dziecka jest jednym z wielu rzeczy, które nie dają rodzicom spokoju. Na rynku jest ich wiele, w różnych cenach, co może przyprawić niejednego o niezły zawrót głowy, ale ważne jest to, aby wybrać taki, który zapewni bezpieczeństwo maluchowi w czasie jazdy. 


 

Jednak nie tylko dobry fotelik jest tu ważny, ważne jest też to, w jaki sposób przewozisz dziecko w takim foteliku. Dlatego koniecznie sprawdź czy popełniasz te błędy. 

 


Za duży lub za mały fotelik. 

Fotelik samochodowy zawsze powinien być dopasowany do wzrostu i wagi dziecka. Nie można przewozić dziecka w foteliku, w którym ledwo się mieści, w którym głowa wystaje poza krawędź zagłówka, ani w takim, w którym pasy są zbyt luźne i główka będzie kiwać się na boki.


Luźno zapięte pasy.

Wielu rodziców zapina dziecko w foteliku luźno, aby go nie męczyć, aby było mu wygodnie i to jest błąd. Pasy powinny być zapięte odpowiednio ciasno (ale nie za ciasno), aby ochronić dziecko przed urazami w razie kolizji.

 

Luźno leżące przedmioty w pobliżu dziecka.

Zawsze staraj się, aby w czasie jazdy obok dziecka nie znajdowały jakiekolwiek przedmioty, które podczas gwałtownego hamowania mogłyby w jakikolwiek sposób zagrozić jemu, ale także wam.


Niemowlę przodem do kierunku jazdy.

Noworodek jak i niemowlę zawsze powinno podróżować tyłem do kierunku jazdy. Dlaczego? Dlatego, że mięśnie szyi w tym wieku nie są jeszcze w pełni wykształcone, w momencie gwałtownego hamowania, kiedy dziecko siedzi przodem do kierunku jazdy, jego główka jest wyrzucana do przodu z ogromną siłą, to może spowodować pewne obrażenia.

 

Dziecko podróżuje w grubej kurtce.

Przyznam, że sama kiedyś popełniałam ten błąd. Teraz wiem, że zawsze należy zdejmować dziecku kurtkę, kiedy podróżuje samochodem. Nie dość, że dziecku będzie bez niej wygodniej, to będzie też bezpieczniejsze, gdyż pasy zapięte na kurtce nie chronią go w odpowiedni sposób. 

 

Dziecko podczas krótkiej podróży nie siedzi w foteliku.

To chyba jest najgłupsza rzecz jaką rodzic może zrobić. Zawsze, niezależnie od tego czy jedziecie gdzieś daleko czy tylko do pobliskiego sklepu, wasze dziecko powinno siedzieć w foteliku, bo nigdy nie wiesz co może się za chwilę wydarzyć. No chyba, że jesteś jasnowidzem, ale w to wątpię.

Czasami dziecko po prostu nie chce lub nie umie wysiedzieć w foteliku, co robić? Na pewno go nie wyciągamy, tylko zajmujemy czymś. Taa, łatwo mówić, trudniej zrobić. To prawda, bo czasami trzeba stanąć na głowie, aby dziecko czymś zająć.


Jedzenie i picie w trakcie jazdy.

Wielu rodziców w trakcie długiej jazdy samochodem podaje swoim dzieciom przekąski i napoje, nie zdając sobie sprawy z tego, jakie ryzyko to za sobą niesie. Zawsze istnieje ryzyko zakrztuszenia się lub zadławienia, dlatego warto wziąć to pod uwagę i zamiast poić i karmić dziecko w czasie jazdy, lepiej zatrzymać się i wtedy podać dziecku posiłek.

 

Jako rodzice popełniamy sporo błędów, nie zawsze wiemy co i jak, ale jeśli chodzi o bezpieczeństwo dziecka powinniśmy przestrzegać pewnych zasad.





Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘



Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
O tutaj 👇

Jak układanie puzzli wpływa na rozwój dziecka?

Jak układanie puzzli wpływa na rozwój dziecka?


Będąc dzieckiem bardzo lubiłam układanie puzzli, zresztą nadal lubię. Pamiętam jak z moim rodzeństwem zabieraliśmy się za te najtrudniejsze, z największą ilością elementów i rozkładaliśmy się z nimi na dużym stole. Powiem wam, że nawet dawaliśmy radę, ale najważniejsze było to, że ten czas spędzaliśmy wspólnie. 


Jeszcze dwa lata temu nie zdawałam sobie sprawy z tego jak wiele korzyści wnosi do życia dziecka układanie puzzli. Nie spodziewałam się, że oprócz spędzenia wspólnie czasu z dzieckiem są też inne tego korzyści, a jest ich naprawdę dużo. 


Pierwsze próby układania puzzli przez moją córcię miały miejsce jakieś pół roku temu, ale wtedy nie była nimi zafascynowana i co gorsza poddawała się, kiedy jej coś nie wychodziło. Teraz to już inna bajka, ani ja, ani Ewelinia nie wyobrażamy sobie dnia bez puzzli. Jeśli ona układa je sama, bo ma takie życzenie, to mam jakąś godzinkę dla siebie. Tak, tyle czasu potrafi nad nimi spędzić i powiem wam, że z każdym dniem coraz lepiej daje sobie radę nawet z większą ilością elementów. Jak to się mówi ćwiczenie czyni mistrza. ;-)


No to w takim razie, jak układanie puzzli wpływa na rozwój dziecka?

- ćwiczy koncentrację i cierpliwość,

- naturalnie stymuluje rozwój mózgu,

- trenuje pamięć,

- ćwiczy chwytność palców oraz precyzję ruchów,

- rozwija wyobraźnię i estetykę.

 

Jeśli macie dwu letnie pociechy a nawet trochę młodsze i jeszcze nie miały okazji zapoznać się z puzzlami to nie zwlekajcie, zainwestujcie w te dwu, trzy, czteroelementowe, takie na sam początek będą idealne. Wasze dzieci będą zachwycone, a i wy spędzicie świetnie czas ze swoim dzieckiem. ;-)

 

 

Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘


Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
O tutaj 👇

Przepis na sernik, który zawsze wychodzi.

Przepis na sernik, który zawsze wychodzi.


Sernik ten jest bardzo prosty w przygotowaniu i co ważne zawsze wychodzi. Wystarczy poświęcić parę minut na jego przygotowanie, a potem to już samo się robi w piekarniku ;-)



 Składniki:


- 1 kg zmielonego twarogu,

- 10 jajek,

- szklanka cukru,

- 70 g masła,

- 2 łyżki mąki ziemniaczanej,

- rodzynki opcjonalnie.


Wykonanie:

1. Białka oddzielamy od żółtek. 

2. Białka ubijamy na sztywno.

3. W osobnej misce ubijamy żółtka z cukrem (jeśli chcecie możecie dodać więcej cukru, sernik będzie słodszy), dodajemy masło, miksujemy.

4. Dodajemy ser, znowu miksujemy.

5. Następnie wsypujemy mąkę ziemniaczaną i miksujemy.

6. Do masy dodajemy ubite białka i łączymy wszystko delikatnie szpatułką.

7. Masę przelewamy do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia i wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika na godzinę. 


Smacznego ;-)

 

 

Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘


Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
O tutaj 👇

Zawsze walcz o swoje prawa przy porodzie!

Zawsze walcz o swoje prawa przy porodzie!



Wiele porodówek swoją postawą pozostawia wiele do życzenia. Mam wrażenie, że pracownicy tychże placówek robią przyszłym mamom wielką łaskę i że są pozbawieni jakichkolwiek ludzkich odruchów. Przesadzam? Nie sądzę, bo wiem (i wy na pewno też), że w niektórych placówkach dzieją się takie rzeczy od których włos się na głowie jeży.


Przyszła mama, zwłaszcza jeśli jest to jej pierwszy poród, oczekuje od położnych, lekarzy wsparcia i oczywiście wskazówek co ma robić, jak oddychać, kiedy przeć, jak radzić sobie z bólem. Niestety nie zawsze może otrzymać tego typu pomocy, wielu pracowników odpowiada na pytania zdawkowo lub nie interesuje się tym jak czuje się pacjentka.

 

1. Położna czy lekarz powinni liczyć się z twoim zdaniem, z twoimi prośbami dotyczącymi porodu.   

Przy porodzie nie mogą robić to co im się żywnie podoba, no chyba, że coś zagraża twojemu zdrowiu, życiu lub zdrowiu, życiu dziecka. Zawsze w każdej sytuacji powinni zapytać cię o zdanie, o to czy zgadzasz się na pewne rzeczy. Jedną z okropnych rzeczy, którą do dziś lekarze stosują (i nawet nie zapytają o zdanie), aby przyspieszyć drugą fazę porodu jest zastosowanie chwytu Kristellera, czyli uciskanie podczas skurczu dna macicy. Taki chwyt może doprowadzić do przeróżnych powikłań, w tym śmierci. Jeśli u was zastosowano taki chwyt dziękujcie Bogu, że nic wam i waszemu dziecku złego się nie przydarzyło.


2. Położna i lekarz powinni cię szanować.

To jest jakaś masakra jak co poniektórzy potrafią chamsko odnosić się do rodzącej zamiast uspokajać i wspierać, bo przecież po to oni tam są. Komentarze typu" chciałaś to masz", " nie drzyj ryja", "długo jeszcze?" czy "długo jeszcze mam tak przy tobie stać?" są okropne. Za nieposzanowanie pacjenta takie osoby powinny wylecieć z roboty. Bo położna czy lekarz nie jest po to, aby se siedzieć na dupie i czytać gazetę plotkarską, nie po to, aby bezczynnie patrzeć jak się męczysz, nie jest po to, aby cię krytykować i mówić ci, że jesteś beznadziejna, bo urodzić nie potrafisz.


3. Położna i lekarz powinni cię wspierać i służyć pomocą.

Takie osoby mają służyć ci pomocą, doradzać i wspierać. I właśnie takiego wsparcia potrzebowałam, kiedy rodziłam moją córeczkę, a w zamian otrzymałam... brak zainteresowania. Położna zamiast mi pomóc poszła sobie gawędzić z inną położną i nawet nie przyszła na mnie popatrzeć, widocznie myślała, że sama sobie ze wszystkim poradzę i odbiorę poród. Ból jaki czułam, może nie był jakiś masakryczny, no ale jednak dało się go odczuć i to chyba ten ból zmotywował mnie do tego, że wstałam, podeszłam do niej i opierniczyłam ją z góry na dołu. Babka zrobiła wielkie oczy i w końcu ruszyła swoje cztery litery. Po tym jak dowiedziała się co nieco, była bardzo uprzejma i wspierała mnie tak jak chciałam, dzięki jej pomocy wszystko poszło jak należy. I ja się pytam czy nie szło tak od razu? Ludzie trochę chęci. Tak więc drogie przyszłe mamy pamiętajcie, czasem trzeba kimś porządnie wstrząsnąć i go opierniczyć, aby się opamiętał. I nie bójcie się tego. Nie bójcie się pytać, upominać i walczyć o swoje prawa. Po to ktoś wymyślił prawa pacjenta, aby z nich korzystać.

 

Najlepszym rozwiązaniem jest napisanie planu porodu, czyli tego czego oczekujecie na sali porodowej. Jeśli chcesz znieczulenie, oksytocynę, dmuchaną piłkę, prawo do brania prysznica, aby złagodzić ból, nieprzerwany kontakt skóra do skóry, karmić zaraz po porodzie napisz o tym i wręcz taki plan lekarzowi. Taki plan nie zaszkodzi, a pomoże.

 

Podsumowując, nie bój się upominać o swoje prawa przy porodzie naturalnym jak i cesarskim cięciu, masz do tego jak najbardziej prawo. Jesteś człowiekiem, którego należy traktować z godnością i należytym szacunkiem.

 


P.S. Jeśli nie wiecie co i jak polecam stronę Rodzić po ludzku, tam wszystkiego się dowiecie. ;-)


Buziaczki ;-*



Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘


Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
O tutaj 👇

Kiedy "dzieci" mają dzieci.

Kiedy "dzieci" mają dzieci.


 

Macierzyństwo to piękna i zarazem trudna przygoda. Trudna zwłaszcza dla dziewczyn, które mamami zostały w bardzo młodym wieku.


Ostatnimi czasy zdarza się, że w ciążę zachodzą młode dziewczyny, czyli plus minus piętnastolatki, no dla niektórych po prostu dzieci. Niektóre załamane faktem, że są w ciąży zaczynają żałować tego co zrobiły i popełniają przez to różne głupoty, o których nawet nie chcę myśleć. Inne znowu biorą to na przysłowiową klatę i godzą się z tym co ich czeka. A czeka ich... no niemała rewolucja. Ciąża, poród, macierzyństwo to wszystko nie jest proste, czasem nawet dla dorosłej kobiety, a co dopiero dla jeszcze za bardzo nie znającej życia dziewczyny. Ważne, aby mieć przy sobie bliskich, którzy będą służyć pomocą i wsparciem.


No właśnie, wsparcie to coś czego potrzebują młode przyszłe mamy. Nie krytyki, nie obelg, nie uwag typu "Chciałaś to masz", to już się stało i już się nie odstanie, a dziecko to nie jest żadne przekleństwo. Wiem, że niekiedy w takiej sytuacji społeczeństwo wyśmiewa się z nich, znajomi, czasem nawet rodzina odwracają się i to jest najgorsze co taka młoda dziewczyna może otrzymać od innych.

 

Na pewno nie jest łatwo wychować dziecko kiedy jest się nastolatkiem. Każda dziewczyna w tym wieku ma marzenia, nawet czasem plany na przyszłość i w tych planach na pewno nie było dziecka, nie było nieprzespanych nocy, sterty brudnych dziecięcych ubranek, pampersów i brania odpowiedzialności za drugiego człowieka. Jednym słowem inaczej wyobrażały sobie swoje życie. No, ale jakby nie było macierzyństwo powinno być zarezerwowane dla dorosłych, nastolatki powinny uczyć się, spotykać ze znajomymi, pozostać po prostu nastolatkami, a nie przechodzić tak trudny egzamin z życia i od razu stawać się dorosłymi. 

 

Ale smuci mnie niezmiernie fakt, że często takie dziewczyny muszą radzić sobie z tym wszystkim SAME. Bez rodziców, bez znajomych i co ciekawe bez ojca dziecka, który jest tak samo odpowiedzialny za to co się stało, bo samo się nie zrobiło.


Znam też parę dziewczyn, które właśnie jako nastolatki zostały mamami i nie oddały swoich dzieci do adopcji, jak to czasami bywa. Zapytane czy żałują, zgodnie odpowiadają, że nie. Nie żałują tego ani trochę, no bo czego tu żałować, dziecko to szczęście nie ciężar. I powiem wam szczerze, podziwiam takie mamy, naprawdę. Szacun dla was dziewczyny. Nie dość, że dobrze, na swój sposób, przeszłyście całą ciąże, ( myślałam, że ciąża w tak młodym wieku jest obciążeniem dla organizmu, bo przecież on jeszcze dojrzewa) to i z wychowaniem dziecka radzicie sobie doskonale, a przy tym normalnie uczycie się. Tak! Dla tych, którzy nie wiedzą wczesne macierzyństwo nie skreśla nauki w szkole... A to wszystko dzięki temu, że mają WSPARCIE. 

 

I tego wam wszystkim życzę.

 

Buziaczki ;-* 


Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘


Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
O tutaj 👇

Copyright © 2014 Dżastina - szczęśliwa mama , Blogger