Nigdy tak się nie bałam!

taśma owodniowa

To był 21 tydzień mojej ciąży i kolejne badania prenatalne, na których to miałam poznać płeć mojego dzieciątka. Wszystko było cacy, córeczka jak się okazało w pierwszej kolejności, prawidłowo się rozwijała i rosła. Jednak pod koniec badania lekarz zauważył pewne pasmo, które sobie wisiało nad jej małymi stópkami. Byłam przerażona, kiedy to lekarz wyjaśnił mi co to jest i jakie szkody może wyrządzić. To był zespół pasm owodniowych.


Co to takiego?
Zespół pasm owodniowych powstaje we wczesnym okresie prenatalnym. To nic innego jak pęknięcie wewnętrznej części worka owodniowego (pęcherza płodowego), w którym znajduje się dziecko. Gdy worek owodniowy pęknie tworzą się w nim tzw. pasma owodni, które mogą przykleić się do powierzchni ciała dziecka i zacisnąć się na nim. Tworząc taką jakby pułapkę np. dla nóżki, rączki. Maluszek nie jest w stanie się z niej uwolnić. Dziecko rośnie, powstaje obrzęk, niedokrwienie i w najgorszym wypadku utrata kończyny. Czasem zdarza się, że dziecko połknie wolny koniec pasma, dochodzi wtedy do rozszczepów np. wargi czy podniebienia, nietypowego rozszczepu twarzy. Zespół pasm owodniowych może także prowadzić do śmierci dziecka, zwłaszcza jeśli pasmo owinie się wokół szyi czy też pępowiny.

Pasma owodni lekarz może zaobserwować podczas badania USG w drugim trymestrze ciąży. Czyli wtedy, gdy możemy poznać płeć naszego maleństwa i gdy lekarz przygląda się budowie jego ciała. Oczywiście do tego potrzebny jest dobry i nowoczesny sprzęt USG, ponieważ na starym sprzęcie nie ma szans zaobserwować tych pasm. Są one bowiem zbyt małe. Na dodatek przyczyny tego zespołu nie są lekarzom znane. Niektórzy podejrzewają, że wpływ na to może mieć silny stres matki.

Co dalej, co lekarze mogą z tym zrobić?
Po pierwsze ważne jest regularne i częste monitorowanie stanu dziecka do końca ciąży. Niekiedy lekarze wykonują operacje wewnątrzmaciczne, by zapobiec amputacji kończyny. Podobno takie operacje przeprowadza się w Polsce od kilku lat. Jeśli operacja w czasie ciąży nie jest możliwa, lekarze przeprowadzają operację plastyczną tuż po narodzinach dziecka.

Jak to się skończyło u nas?  Happy endem. Będąc na trzecim, już ostatnim badaniu prenatalnym lekarz bardzo dokładnie wszystko posprawdzał. Okazało się, że te przeklęte pasma, przez które tak martwiłam się o mojego maluszka, zanikły. Wchłonęły się, nie było po nich ani śladu. Poczułam wtedy ulgę. Nie macie pojęcia jaka ja byłam wtedy szczęśliwa. Miałam ochotę wycałować wszystkich dookoła, łącznie z panem doktorem. Nic już nie zagrażało mojej córeczce. Widocznie sam Pan Bóg wtedy nad nami czuwał. A wy spotkałyście się z czymś takim?

Copyright © 2014 Dżastina - szczęśliwa mama , Blogger