Wychowałam mola książkowego.

 

 

Korzyści ze wspólnego czytania książek są nie do przecenienia. Nie dość, że w ten sposób wzmacniamy naszą więź z dzieckiem to i dziecko w ten sposób uczy się nowych słów. Tylko czy czytanie małemu człowiekowi zawsze jest łatwe?


Nasza przygoda z czytaniem zaczęła się, gdy Ewelinka była jeszcze w brzuszku. Tak, tak wtedy wierzyłam, że to ma sens, zresztą nadal wierzę. Dziecko co prawda jeszcze nie rozumie słów, ale rozpoznaje głos mamy i potrafi odczytywać towarzyszące jej emocje.

Gdy już przyszła na świat moja mała istotka kontynuowałam to czytanie. Lubiłam te momenty kiedy mnie słuchała. Niestety w pewnym momencie się to skończyło. Moja pcheła miała chyba osiem miesięcy i wtedy nie życzyła sobie, abym jej czytała. Ale za to lubiła oglądać książeczki i to w ilościach hurtowych, potrafiła spędzać nad książką, żeby was nie z cyganić prawie cały dzień. Po przebudzeniu, przy jedzeniu, przed spaniem, każda pora była dobra. Wzbogaciliśmy się przy tym o niezłą kolekcję, można by bibliotekę otworzyć. Szkoda tylko, że każda próba czytania kończyła się krzykiem i płaczem. Wtedy sczaiłam, że córcia woli kiedy jej opowiadam o tym, co jest na obrazku. Kiedy opisuję co robi, jak wygląda dana postać. To było dla niej bardziej atrakcyjne.

Nasze poranki zaczynały się i tak jest do dziś, tak: Córcia wstaje przed lub o godzinie 6 i zamiast przywitać mamusie, uściskać, dać buziaka idzie po... książkę. Po książkę! Nie ma taryfy ulgowej, nie mogę się zdrzemnąć ani zamknąć choć na chwilę oczu, bo małe paluszki wbijają mi się w moje gałki oczne. A dziecko krzyczy, czytaj. No nic sama chciałam, by dziecko lubiło książki, to mam hehe :-p

W późniejszym okresie dziecko postanowiła zrobić mi kurs szybkiego czytania (jakoś tak po ukończeniu roku). Pewnie niejeden rodzic przez to przechodził. Moja córcia miała "władzę" nad książką, to ona decydowała kiedy i o ile stron przeskoczymy w opowiadaniu. Ledwo zdążyłam przeczytać jedno zdanie i nagle przeskoczyliśmy o trzy kartki opowiadania dalej. I tak w kółko. Nawet to było zabawne.

Po ukończeniu swoich 18 miesięcy wreszcie zaczęłyśmy "normalne" czytanie. Czyli ja siedzę i czytam, dziecko w tym czasie ładnie siedzi i słucha. Tak jest do dziś łącznie z porannymi (godzina 5 lub 6) randkami z książką w roli głównej. Wszystko fajnie, ale czasem się we mnie gotuje jak mam po raz tysięczny czytać o przygodach Tupcia Chrupcia lub wiersza o Rzepce, które swoją drogą znam już na pamięć. Mnie wydaje się to nudne, a jej nie. Dla niej książka jest tak samo ciekawa, jak za pierwszym razem. Może to i dobrze dzięki temu córcia ćwiczy pamięć, uczy się słów. Podobno powroty do znanych postaci i  lubianych treści dają dziecku poczucie bezpieczeństwa oraz sprawiają wiele przyjemności. Ale, aby urozmaicić nasze rytuały zaczęłam również po przeczytaniu książki zadawać jej krótkie, proste pytania na temat bajki, którą miałam zaszczyt jej przeczytać. I to również jej się podoba. I super.

Tak więc jestem niezmiernie dumna, że ten mój mały szkrab kocha książki. Od samego początku starałam się zaszczepić w niej miłość do nich. No i się udało, przynajmniej to :-p Mam nadzieję, że się to nigdy nie zmieni i gdy dorośnie tak samo chętnie będzie czytać różnego rodzaju opowiadania.

Jeśli twoje dziecko również kocha książki i domaga się czytania tej samej bajki po raz enty, to ją po prostu czytaj. Pomyśl o korzyściach jakie z niego płynął. I pamiętaj w końcu ten mały szkrab znudzi się swoją ulubioną książką i zechce poznać inne równie ciekawe bajki. Pozdrawiam.





Copyright © 2014 Dżastina - szczęśliwa mama , Blogger