Czasami mam dość swojego dziecka.

 

 

Pewnie niejedna mama pomyśli sobie "Jak możesz tak mówić? Chyba jesteś nienormalna?" Być może. Inne z pewnością przybiją mi pionę i powiedzą kuźwa ja też tak mam, też czasami mam dość swojego dziecka.


Jeśli myślicie, że macierzyństwo to same przyjemności, buziaczki, przytulaski, kolorowe tęcze to jesteście w błędzie. Są dni kiedy mam ochotę wybiec z domu tak jak stoję, nawet w piżamie, zatrzasnąć za sobą drzwi, zostawić tego małego, zasmarkanego, płaczącego o byle gówno bombla i zaszyć się gdzieś w lesie z daleka od cywilizacji, aby nie daj boże mój mąż i reszta towarzystwa mnie nie odnaleźli.

Mam dość kiedy ta moja mała panienka po raz kolejny zamiast ładnie jeść śniadanie, obiad, kolację to się nim bawi. Nie lubię gdy jedzenie jest prawie wszędzie, na podłodze, na całym stole, w jej włosach, pod tyłkiem. Kiedyś nawet w pampersie i najlepsi naukowcy, do tego by nie doszli jak to się tam znalazło. Dobra jeszcze jakoś zniosę to, że zupę je rękami, tak dobrze czytacie rękami. Czasem zdarzają się przebłyski, kiedy to moje dziecko je ładnie łyżką, ze swojego talerza, nie przelewając zawartości do mojego lub do swojej herbaty obok. Ale właśnie tego nie znoszę kiedy to zawartość talerza (jajecznica, kanapki, makaron itd, itp.) ląduje w herbacie czy soku, a ona potem z uśmiechem na twarzy wypija tą mieszankę. Jednorazową akcję jakoś można znieść, ale gdy widzę to po raz setny krew się we mnie gotuje, mam ochotę wyć do słońca i księżyca jednocześnie.

Od czasu do czasu chciałabym jak człowiek wejść do kibelka i zrobić kupę czy siku w samotności bez obecności innej osoby, która wpatruje się we mnie lub płacze i wrzeszczy na cały regulator za drzwiami. Jednym słowem zachowuje się tak jakbym wyruszyła w daleką podróż lub odległą galaktykę i już nigdy miałabym nie wrócić.

Czasami również noce doprowadzają mnie do szału. Mam ochotę wbić zęby i rozszarpać poduszkę na strzępy, kiedy to po raz enty moje dziecko budzi się i domaga mojej bliskości (jakby miała tego mało w ciągu dnia) zamiast sobie grzecznie spać jak inne dzieci. Ja po prostu czasem nie mam siły na to wszystko i chciałabym po prostu spać. Rozumiecie? Zdaję sobie sprawę z tego, że są to czasami momenty, kiedy to moja panienka ząbkuje i nic na to nie poradzi. I staram się wtedy jak mogę, aby ją uspokoić i dać jej trochę tej mojej bliskości.

Co nie zmienia faktu, że kocham ponad życie tą małą istotkę. Uwielbiam patrzeć na nią. Uwielbiam jej uśmiech, śmiech, jej słodki głosik, którym w przezabawny sposób przekręca słowa. Uwielbiam nosić ją na rękach, przytulać bez końca, całować nawet jeśli z jej noska lecą mokre gile, łaskotać pod paszkami, bo tam ma najwięksiejsze łaskotki, wygłupiać się i śmiać, aż mnie brzuch rozboli. Świata poza nią nie widzę. Bez niej moje życie nie miało by sensu. Jeśli miała bym wybierać wrócić do poprzedniego spokojnego życia lub zostać tu gdzie jestem, wybieram to rozkapryszone, czasem rozhisteryzowane dziewczę, przez które mam czasem ochotę sama zadzwonić lub błagać innych, aby odwieźli mnie do psychiatryka ;-p

Wiem, że niejedna z was tak ma, osobiście znam parę matek, które w takich sytuacjach podwinęło by kiecę i uciekło gdzie pieprz rośnie.

To zupełnie normalne, że czasem masz dość swojego dziecka. Nie oszukujmy się, są w życiu takie gorsze momenty, kiedy pokłady naszej cierpliwości są na wyczerpaniu. Nie wstydźmy się ich. Jesteśmy tylko ludźmi i każda mama ma prawo do chwili słabości. Ja również, a moje dziecko nie jest aniołem i daje mi czasem porządnie w kość.

Hej, jestem Justyna i mam czasem dość mojego dziecka, czasem nawet kilka razy dziennie ;-) To normalne, przyłączysz się do tego wyznania?

Pozdrawiam. 







Copyright © 2014 Dżastina - szczęśliwa mama , Blogger