Nie zamienię ich na nic innego.

 

 

Maseczki i peelingi wolę przygotować sobie sama, bo wiem co w nich się znajduje. Nie to co w sklepowych specyfikach, gdzie trzeba czytać skład. Poza tym te sklepowe mnie czasem podrażniają. 


Przyznam, że kiedyś ciągle kupowałam w drogeriach różnego rodzaju peelingi i maseczki, ale to nie było to. Ciągle coś mi się w nich nie podobało. Skutkiem czego miałam pełną półkę niezużytych kosmetyków i cieńszy portfel ;-p No i wtedy postanowiłam robić je sobie sama. A co mi szkodzi, przynajmniej zaoszczędzę i nic mi nie będzie na półkach zalegało.

Błogi relaks po całym dniu biegania za małym brzdącem zdarza mi się bardzo rzadko, ale jednak. Wtedy zabieram się ostro za moje ciało i twarz. Wygładzanie, oczyszczanie i takie tam inne. Czyli to co kobity lubią najbardziej. :D

Oto kilka z moich ulubionych domowych peelingów i maseczek. Chyba nie zamienię ich na nic innego.


Maseczka ze spiruliny.
Gorąco polecam. Po takiej maseczce skóra jest dobrze ukrwiona, oczyszczona, wygładzona, koloryt wyrównany oraz dodatkowo skóra chroniona jest przed promieniowaniem UV.

Jedną łyżeczkę Spiruliny mieszam z trzema łyżeczkami wody. Nakładam na twarz, szyję, dekolt i zmywam po około 10-15 minutach.

P.S o Spirulinie pisałam tutaj, jeśli jesteście ciekawi wpadnijcie i poczytajcie ;-) 



Peeling z kiwi.
Kiwi nie dość, że jest pyszne i zdrowe (to prawdziwa bomba witamin i minerałów), to też idealnie nadaje się do robienia maseczek i peelingów. Uwaga, dobra wiadomość,  można używać go do każdego rodzaju cery. Jupi. Czy to nie wspaniałe? ;-p

Co osiągamy po peelingu z kiwi?
Skóra jest niesamowicie mięciutka, gładka i rozjaśniona. Osobiście jestem posiadaczką skóry mieszanej więc taki peeling znacznie poprawia stan mojej skóry.

Przygotowanie jest banalnie proste. Kiwi blendujemy, dodajemy cukier i gotowe można się peelingować ;-p



Peeling z kawy.
Ten peeling stosuje na całe ciało. Nie dość, że pomaga mi w walce z cellulitem, to obłędnie pachnie. Jego przygotowanie jest również banalnie proste. Zaparzam kawę z trzech łyżeczek. Fusy mieszam z olejem kokosowym. I do dzieła ;-)
Czasem udaje mi się go nanieść na całe ciało, a czasem nie, bo jak na złość w tym oto momencie budzi mi się córcia i w te pędy trzeba do niej biec, zazwyczaj w samym ręczniku. Też tak macie, że musicie przerywać swój "relaks", kąpiel lub prysznic, bo dziecko wam się akurat zbudziło? Założę się, że tak.



No kobitki przyznajcie się, korzystacie z gotowców czy robicie peelingi i maseczki same samiuteńkie? Przepisy mile widziane :D


Copyright © 2014 Dżastina - szczęśliwa mama , Blogger