Niektórzy z nich nie powinni nazywać się lekarzami.

 

 

Zawsze myślałam, że lekarz to ktoś taki, kto dba o zdrowie pacjenta, interesuje się nim i przede wszystkim ma dla niego czas. Będąc w ciąży nieraz  przekonałam się, że lekarz który prowadził moją ciążę nie powinien się tym tytułem mianować.


Czasem zastanawiałam się, czy ten oto miłościwie przyjmujący pacjentki facet, aby na pewno jest lekarzem. Nie powiem zdarzały mu się przebłyski super wiedzy, kiedy naprawdę tłumaczył mi wszystko o co go pytałam, ale czasem, naprawdę żałowałam, że zapisałam się do tego człowieka. Podczas drugich badań prenatalnych dowiedziałam się, że mojemu dziecku może grozić niebezpieczeństwo. Wykryto u mnie zespół pasm owodniowych, pisałam o nich tutaj. Kiedy opowiedziałam o tym mojemu lekarzowi, zdziwiony powiedział "Chyba się Pani coś pomyliło, czegoś takiego nie ma." Jak to nie ma skoro dyplomowany ginekolog, pracujący w klinice w Londynie, który ma świetną opinię, tak mi powiedział. Ba, nawet na zdjęciu było widać te pasma i jak byk miał tam wszystko dokładnie opisane. Weź się człowieku dokształć, bo żyjemy w XXI wieku i powinieneś co nieco wiedzieć.  Nieziemsko mnie wkurzył swoją niewiedzą. O drugiej wpadce jaką zaliczył dowiedziałam się, kiedy był na urlopie, a ja akurat miałam umówioną wizytę i przyszło mi zbadać się u pewnej pani ginekolog. Patrząc na moje wyniki badań z moczu opierdzieliła mnie i zapytała, dlaczego nie mam przepisanych żadnych leków. Że co??? Eee, no kurde pierwsze słyszę, aby coś było nie tak. Nie miałam pojęcia, że od dłuższego czasu mam bakterie w moczu, a ja sama nie znam się na czytaniu wyników badań. No szumnie. Pierdziele takiego lekarza, który o niczym mi nie mówi.

Do tego samego lekarza chodziła moja koleżanka, która z początku go sobie chwaliła. Wszystko do czasu, aż sama musiała się o wszystko dopytywać, a nawet przypominać o niektórych badaniach. Ciupas nawet zapomniał, o tak ważnym badaniu gbs. 

Historia z inną lekarką, która prowadziła ciążę koleżanki mojej koleżanki. Babka super, oczytana, wykształcona, robiła wszystkie badania, ale... No właśnie jest jedno ALE. Babka potrafiła spóźnić się nawet o godzinę i zamiast od razu przyjmować kobitki piła sobie spokojnie kawkę i trajkotała przez telefon. Kiedy dochodził koniec jej służby zamiast zostać i przyjąć resztę pacjentek, które rzecz jasna były umówione na wizytę, jak gdyby nigdy nic, szła sobie do domu. O matko i córko jak już się spóźniasz do roboty to zostań dłużej, miej szacunek do pacjentek i zajmij się nimi skoro tak długo na ciebie czekały. Gdybym tam była, powiedziałabym jej, co o tym wszystkim myślę i wpakowałabym się jej do tego gabinetu na siłę.

Sytuacja z zeszłego roku. Byliśmy z córką w przychodni, aby wyciągnąć jej kleszcza, ja sama bałam się to zrobić. A że nie było kolejki do Pani Doktor, od razu nas przyjęła i sprawnym ruchem go wyciągnęła. No i super, jestem jej niezmiernie za to wdzięczna. Ale później, boziu, zamiast odpowiedzieć na moje pytania, a miałam ich kilka m.in. na temat ząbkowania i alergii, opowiadała o czymś innym nie związanym z moimi pytaniami. No kurde, fajnie, czyli się niczego nie dowiem. Na szczęście w końcu się z nią dogadałam i przepisała jakąś maść i coś tam jeszcze. Ruszyliśmy do apteki, pan który akurat pełnił dyżur popatrzył na karteczkę , którą dostaliśmy od lekarki, potem dziwnym dla mnie wzrokiem spojrzał na mnie i zapytał:

- A to dla dziecka?
- Tak. 
- Nie wiem kto to Pani przepisał, ale to nie są leki dla dziecka, tylko dla dorosłych. A jedno z nich już dawno zostało wycofane ze sprzedaży.

Trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam, polecę do tej baby z powrotem i opierdzielę ją z góry na dół, aż jej uszy zwiędną. Dobrze, że byłam z dzieckiem, bo inaczej bym je wykupiła i byłby problem. Oczywiście zawsze przed podaniem czegokolwiek z apteki czytam ulotkę, więc dziecku bym ich nie podała, ale wątpię, że przyjęli by je z powrotem w aptece. I ja w tym momencie się pytam kto jej dał ten dyplom?

Słyszałam o przeróżnych przypadkach, czasem nawet tragicznych. Zastanawiam się dlaczego tak jest, skoro oni wybrali sobie taki zawód i chcieli pomagać potrzebującym, to dlaczego do pierona im szkodzą, odpowiadają na pytania z wielką łaską i nie mają dla pacjenta czasu. Czasem można zrozumieć pewne sytuacje, człowiek po długim dyżurze, zmęczony, może nawet z jakimiś problemami. Ale nie za każdym razem.

Drogie czytelniczki, nie bójcie się pytać, to bardzo ważne. A jeśli po raz kolejny lekarz was zawiódł, błagam, zmieńcie go. Po co się denerwować i z nim cackać. Prawdziwy, dobry lekarz powinien mieć dla ciebie czas, powinien cię szanować, służyć radą, pamiętać o ważnych badaniach i odpowiadać na wszystkie twoje pytania, a nie cię zbywać. Czyż nie?

Pozdro ;-)








Copyright © 2014 Dżastina - szczęśliwa mama , Blogger