Uważaj, bo się przyzwyczai!

 noszenie na rękach, karmienie piersią.

 

Te słowa słyszałam wielokrotnie odkąd zostałam mamą. "Nie noś jej ciągle na rękach, bo się przyzwyczai i będziesz miała problem." "Nie boisz się spać z dzieckiem? Trudno będzie ją potem oduczyć." "Nie karm jej na żądanie, bo będzie ją trudno odzwyczaić od cyca." Było tego jeszcze więcej.


Mój mózg od samego początku mojej przygody z macierzyństwem podpowiadał mi, jak mam postępować w danej sytuacji. To nic, że inni mówili mi nie rób tak a tak. Czułam się dobrze z moimi decyzjami. Kołysałam, przytulałam, nosiłam, karmiłam, bo lubiłam i nadal to lubię.


Należę do tych matek, które wolą robić wszystko po swojemu i nie zawsze słuchają rad osób trzecich. Nie jestem z tych matek, które zostawiają swoje dziecko, aby się wypłakało. Nie jestem z tych, które po skończeniu pierwszego roku życia swojego bąblika, rzucają karmienie piersią w cholerę. Nie jestem z tych, które nie muszą wstawać co noc do swojego dziecka. Jestem z tych, które czasami śpią ze swoim dzieckiem, które karmią na zawołanie, które noszą swoje dziecko na rękach.


Od samego początku noszę mojego szkraba na rękach, no i się przyzwyczaiła. Przyzwyczaiła, czy może w ten sposób zaspokajana jest jej podstawowa potrzeba, jaką jest bliskość. Tak, zdecydowanie to drugie.


Kolki nie kolki, ząbkowanie nie ząbkowanie, nosiłam. Kiedy córcia miała 3 miesiące "zbuntowała" się przeciwko wożeniu w gondoli, nie podobało jej się leżenie i cóż ja matka miałam zrobić? A  no brałam ją na ręce, stąd lepiej widział otaczający ją świat. Z czasem przerzuciłam się na chustę, długo to nie trwało, bo każde wiązanie chusty mnie wkur... a ja nie jestem z tych spokojnych i cierpliwych osób. Więc wolałam nosić ją na rękach. Później kiedy już potrafiła ładnie siedzieć spacerówka poszła w ruch. Zdarzało się, że siedziała w niej ładnie, ale nie zawsze. Zazwyczaj córcia wolała moje rączki. Do dziś mając prawie dwa latka, domaga się noszenia i mnie to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie czasem sama z siebie biorę ją na ręce nawet, gdy ona o to nie poprosi. Więc to chyba ja się przyzwyczaiłam ;-p


Dr Evelin Kirkilionis czy jakoś tak, tłumaczy: "Genetycznie rzecz biorąc, ludzkie dziecko należy do noszeniaków. Jesteśmy wyposażeni w naturalną potrzebę bliskości, tulenia i noszenia. Dotyk ciała rodzica nie tylko ogrzewa i uspokaja dziecko, ale także wspomaga jego rozwój." I tego się trzymam.


Karmiłam na zawołanie no i się przyzwyczaiła. Przyzwyczaiła, czy może potrzebuje mojej bliskości?

Na dzień dzisiejszy karmię rano i wieczorem. Czasem wstaję w nocy do mojej córki, albo sobie pociumka cyca albo się poprzytula, zależy. Wiem, że potrzebuje mnie, mojego ciepła, mojej bliskości. Chce mieć pewność, że jestem obok.


Ten wpis nie jest po to, aby kazać ci robić to co ja. Nosić dziecko na rękach lub karmić ile wlezie. Nie piszę tego, aby ci wmówić, że jesteś złą mamą. Bo nie jesteś. Jesteś najlepszą mamą na świecie i sama najlepiej wiesz co jest dobre dla twojego dziecka. Twój wybór i twoja decyzja jak często i ile będziesz karmić, nosić, tulić. Ja podjęłam taka decyzję i dobrze mi z tym. Każda z nas jest inna.


Jeśli jesteś z tych matek "rozpieszczających" swoje dziecko, nie przejmuj się, jest nas o wiele więcej.

A i jedno jest pewne, nasze dzieci z pewnością przed osiemnastym rokiem życia porzucą tryb misia koali i przestana stołować się przy naszej piersi.


Pozdro ;-)



Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘 


Bądź na bieżąco i polub moją stronę na facebooku. ;-)
O tutaj👇 
Copyright © 2014 Dżastina - szczęśliwa mama , Blogger