Moje piękno, moja historia.

 

Pewnie wiecie, że firma Dove prowadzi kampanię pt. "Moje piękno, moja historia". Ta marka jest chyba jedyną, przynajmniej tak mi się wydaje, która pokazuje kobiety, takie jakie są. Nie modelki, tylko zwykłe kobiety. Piegowate, puszyste, niskie, o ciemny i jasnym kolorze skóry, bez sztucznego make upu. Po prostu piękne. Każda z nich jest inna. Każda ma swoją historię. Dlatego dziś postanowiłam opowiedzieć Wam swoją. Gotowi?


Nie będę ukrywać, że byłam kiedyś dość zakompleksioną osobą. Wiele rzeczy mi we mnie nie pasowało. Czułam się paskudnie w swoim ciele. Myślałam, że jestem beznadziejna i że do niczego się nie nadaję. Pewnie dlatego, że gdy jeszcze chodziłam do podstawówki, była to klasa 6, spotykałam się z różną opinią na temat mojego wyglądu. W późniejszym okresie również, ale czas podstawówki to by ten moment, który zaważył o tym, co o sobie zaczęłam sądzić. Myślicie sobie, co takie smarkate jeszcze dziecko może wiedzieć o pięknie, może nic, ale to co się słyszy od pewnych osób długo zostaje w głowie. 


Moja ciocia też dołożyła do tego swoje trzy grosze. "Jesteś za chuda, czy ty w ogóle coś jesz?"  "Zacznij o siebie dbać." "Czy twoja mama mówi ci coś o twoim wyglądzie?" Innym także nie podobało się to, że jestem "za chuda". Nie podobał im się mój nos, mówili, że jestem brzydka. Było mi przykro. Co ja takiego zrobiłam, że ludzie mnie tak oceniali? Oczywiście były osoby, które mnie lubiły, wpierały i zaprzeczały temu wszystkiemu, ale tamte opinie mocno wbiły mi się do głowy.

 

W domu specjalnie rodzice mnie nie doceniali. Nigdy nie usłyszałam od nich żadnej pochwały. Brakowało mi tego. Brakowało mi tego, aby mówili mi, że dam sobie rade z pewnymi rzeczami. Brakowało mi tego, aby wspierali moje marzenia. Brakowało mi po prostu ciepłego słowa. Wiem, że mnie kochali i nadal kochają. Ja ich również. Ale kurcze czegoś jednak zabrakło.


W związkach w których byłam, brakowało mi miłości i komplementów. Za wiele? Ależ skąd. Te rzeczy z pewnością sprawiły by, że poczułabym się bardziej wartościowa i pewna siebie. Pewnie dlatego, że brakowało mi tej pewności nasze drogi zwyczajnie się rozchodziły. I to była moja wina. A ja chciałam być tylko kochana.


Moje zdanie na mój temat zmieniło się dokładnie 8 września 2016 roku. Wtedy zdarzyło się coś czego nie zapomnę do końca życia. Co się takiego szczególnego wydarzyło? Owego wieczoru poznałam najukochańszą osobę pod słońcem dzięki, której poczułam się wyjątkowo. Stałam się silniejsza, pewniejsza siebie. Późniejsze wydarzenia to potwierdziły. Osoba ta sprawiła, że moje myślenie o samej sobie zmieniło się diametralnie. Przestałam mówić sobie, że jestem brzydka, beznadziejna, że do niczego się nie nadaję. Co z tego, że jestem chuda, że mam taki, a nie inny nos. Po prostu taki mój urok. Zaczęłam akceptować siebie, taką jaką jestem. Zaczęłam zauważać swoje piękno. Bo to piękno jest we mnie. Tu w środku. Dobroć, miłość, ciepło i wiele innych cudownych cech. Dziś mam odwagę powiedzieć "Nie jestem beznadziejna, jestem piękna."

 

Osoba, a raczej osóbka, która tak mnie zmieniła to moja córeczka. Dziękuję ci za to, że jesteś. Za to, że dzięki tobie się uśmiecham, mam ochotę rano wstać. Dziękuję ci za to, że mój dzień staje się piękniejszy. Po prostu za to, że chce mi się żyć.


Moje piękno, moja historia.

 

 

Pamiętajcie kobiety, każda z Was jest piękna i wyjątkowa. Nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej. Buziaczki :-*




Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘


Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
👇




Copyright © 2014 Dżastina - szczęśliwa mama , Blogger