Czy macierzyństwo może być świetną zabawą?


Kiedy zaszłam w ciążę radość przeplatała się z niepewnością. Nie wiedziałam czy poradzę sobie z opieką nad małym, bezbronnym człowiekiem. Nastawiałam się na to, że moje życie będzie jednym wielkim pasmem wyrzeczeń, nieprzespanych nocy, sterty nieupranych ubrań i niekończącego się bałaganu. Widziałam jak niektóre z moich koleżanek nie wyrabiają i rwą swoje włosy z głowy. Zaczęłam zadawać sobie pytanie czy macierzyństwo może być świetną zabawą? Czy w tym wszystkim znajdę czas dla siebie i dla mojego męża? 


Kiedy urodziła się moja córeczka moje zdanie w tym temacie lekko się zmieniło. Patrząc w jej duże, czarne oczęta przyrzekłam sobie, że zrobię wszystko, aby ta mała istotka, która skradła moje serce czuła się kochana. Zrobię wszystko, aby być dobrą matką. Co nie oznacza, że nie bałam się. Bałam się jak cholera, przecież to taka krucha istotka, co jeśli nieświadomie zrobię jej krzywdę? 

 

Przez pierwsze miesiące córcia fundowała mi taki chrzest bojowy, że nie wiedziałam jak się nazywam. Byłam głodna, niewyspana (to w szczególności) i załamana myślą, że tak już będzie zawsze. Marzyłam o tym, aby mieć choć pół godziny dla siebie, bez żadnych obowiązków.  Marzyłam o normalnym, porządnym prysznicu bez nasłuchiwania czy, aby czasem moje dziecko się nie obudziło, bez wybiegania w środku kąpieli w pianie i niekoniecznie w ręczniku, by ululać na nowo moją małą córeczkę. Marzyłam o choć jednej przespanej nocy, gdyż Ewelinia potrafiła budzić się nawet co godzinę. Marzyłam o normalnym spacerze, a nie o pchaniu pustego wózka z dzieckiem na rękach. No nie było łatwo, ale nikt nie powiedział, że łatwo będzie. 


W końcu się opamiętałam i przestałam myśleć o macierzyństwie jako o poświęcaniu się czemukolwiek. Przestałam na wszystko narzekać i zaczęłam na full cieszyć się macierzyństwem, bo to nie żadna kara, a cudowna przygoda. Wiadomo są chwile kiedy pokłady mojej cierpliwości się kończą i mam ochotę wybiec z domu tak jak stoję, zaszyć się gdzieś z dala od tego całego towarzystwa, ale na szczęście to szybko mija. Jestem tylko człowiekiem i mam prawo do chwili słabości. Prawda?


Kiedyś hen dawno temu nasze prababcie, babcie dawały sobie ze wszystkim doskonale radę harowały, pracowały w polu, dziergały na drutach, znajdowały czas na swoje pasje. Dlaczego my tak nie potrafimy? Dlaczego ciągle narzekamy i widzimy wszystko w ciemnych barwach? Macierzyństwo nie musi być harówką, ale może być naprawdę świetną zabawą.

 

Z czasem zaczęłam znajdować czas dla siebie, np. teraz gdy moja Bestyjka ucina sobie drzemkę. Siedzę na swoich czterech literach, wyciągam swoje kopyta i robię to co lubię najbardziej. Co tam obiad. Obiad zrobię później, czyli kiedy córcia wstanie i zaszalejemy w kuchni razem. ;-) Uwielbiamy razem wygłupiać się, śmiać się i... skakać po kałużach jak stado rozbrykanych przedszkolaków. Oj tak :-D


Kiedy jestem z dzieckiem, sama jestem dzieckiem i to jest najlepsza przygoda. ;-)



Buziaczki ;-*



Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘


Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
👇

Copyright © 2014 Dżastina - szczęśliwa mama , Blogger