Wesele z dzieckiem - tak czy nie?


Jak już niektórzy z was wiedzą w ciągu jednego miesiąca zaliczyliśmy trzy wesela z naszym dzieckiem. Po tym wszystkim co przeżyłam, zaczęłam zastanawiać się, czy dobrze zrobiłam zabierając córcię ze sobą. Może lepiej by było, aby została w domu z dziadkami? 


Pierwsze wesele, na którym byliśmy odbyło się na Zagroniu w Istebnej. Tam zbytnio nie potańcowaliśmy, bo córcia wolała bawić się na placu zabaw. Zjeżdżalnie i trampolina to wszystko czego moje dziecko potrzebowało do szczęścia. No i oczywiście mnie również. Beze mnie ani rusz, także nie było nawet mowy, aby zostawić ją pod opieką cioci czy też osoby pilnującej stado brykających dzieciaków. Pogoda wtedy była idealna, więc z chęcią spędziliśmy ten czas z córcią na świeżym powietrzu. Szczerze nie mam niedosytu. Fajnie było. Jednego czego żałuję, to tego, że sobie nie napełniłam na full mojego brzuchacza tymi wszystkimi pysznościami. No bo jak tu cokolwiek zjeść jak dziecko ciągnie cię na plac zabaw?




Drugie wesele, na które zostaliśmy zaproszeni odbyło się również w Istebnej w Dworze Kukuczka. Przepiękne miejsce, cudowne widoki, genialna atmosfera. Państwo młodzi pomyśleli o wszystkim, nawet o dzieciach. Dziećmi zajmowały się dwie animatorki, które organizowały dla nich różne zabawy. Zawsze kiedy chciałam coś przekąsić w spokoju, "podrzucałam" swoje dziecię owym paniom. Była z nimi co prawda z 20 minut, ale zawsze to coś. Pomiędzy posiłkami albo bawiliśmy się na placu zabaw albo tańczyliśmy. Ewelini tak się to spodobało, że w ogóle nie chciała schodzić z parkietu. Co chwilę słyszałam "Mama tańczyć." xD



Poniżej możecie obejrzeć filmik jak "Dwór Kukuczka" się prezentuje, bo oczywiście zdjęć nie porobiłam ;-P


Trzecie wesele zostało zorganizowane również w Istebnej w Halniakowym Dworze. Było to dwudniowe wesele, po którym nie wiedziałam jak się nazywam. Powód? Jakiż by inny, tańce. Oj tak. Padnięta byłam po tańcach, oczywiście z moim dzieckiem. Mówię wam przez całe swoje życie tyle nie tańczyłam. Jak tylko córcia usłyszała muzykę wyciągała mnie na parkiet. I tak przez cały boży dzień. Gdy wybiła godzina 22 dziecko dalej tańczyło. Matka zmęczona, ledwo dzierży się na nogach, a mały szkrab wywijał to w jedną, to w drugą stronę. Na sto procent Ewelinka będzie tancerką, inni też mi to mówili ;-p



Powiem wam szczerze, na wszystkich trzech weselach były dzieci i nikomu ich obecność nie przeszkadzała. Zarówno dzieci jak i dorośli świetnie się bawili. Pewnie dlatego, że każde z tych uroczystości było dobrze zorganizowane i na każdym z nich były animatorki zabawiające małe szkraby. Oczywiście animatorki/animatorzy muszą naprawdę lubić dzieci i umieć je zabawić, nie ma innej opcji. Bo co to za animatorzy, którzy co chwilę dzwonią lub wysyłają smsy, albo zostawiają dzieci same bez opieki. A uwierzcie mi tacy też się zdarzają. Dobry animator to podstawa, pamiętajcie!


Mimo tego, że po każdym weselu byłam wymęczona, to i tak uważam, że dobrze się bawiłam. Miło było patrzeć jak moje dziecko jest szczęśliwe i świetnie się bawi. Na kolejne wesele bez wahania ją ze sobą zabierzemy. Po co dziecko ma siedzieć w domu, niech też wyjdzie do ludzi. A co!


Oczywiście wy możecie mieć inne zdanie w tym temacie. Tak jak nie ma dwóch tych samych dzieci, tak i rodzice mogą mieć inne zdanie na ten temat.



P.S. Jeśli jesteście ciekawi, jak wyglądają miejsca, w których się bawiliśmy u góry znajdziecie linki (nazwy dworków na niebiesko, klikacie i jesteście na miejscu) ;-) No, bo przecież nie miałam czasu robić zdjęć, co nie? ;-P


Buziaczki ;-*

Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘


Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
👇

Copyright © 2014 Dżastina - szczęśliwa mama , Blogger